<******************-------NIE_REKLAMA-------*******************>

<**************************************************************>

O dzieleniu się, i p***niu potencjalnych wegan

Zawsze dość ostrożnie podchodziłem do tego, czy chcę się czymś podzielić na blogu. Wydawało mi się (zazwyczaj), że tak bezlitosne medium jak internet powinno przekazywać moje albo wybitne produkty, albo zupełnie intymne notatki - oczywiście pod osłoną pseudonimu itd. Dziś jednak trafiła mnie (tam, w środku) jedna, wydaje mi się - dość ważna myśl:
- Jeśli człowiek nie ma się komu wyspowiadać ze swoich przemyśleń (albo ich braku ;p ), wtedy szuka metody alternatywnej

Tak oto blogi przejęły funkcje dzienników, ale nie o to mi chodzi. Moja była dziewczyna prowadziła i nadal prowadzi bloga, swoją drogą całkiem udanego. Kiedyś nawet dostęp do jego treści był chroniony hasłem, co już świadczy trochę o jego charakterze. Zatanawia mnie teraz sens takiej autocenzury, i chyba lepiej będzie, jeśli zostawię to pytania z tym związane na później - bo nie o to dziś mi chodzi. Pod wpływem lektury zaległych wpisów odkryłem w sobie chęć pisania o swojej codzienności - pal sześć - niejako publicznie ; tutaj.

Od kiedy obejrzałem Scotta Pilgrima nieustannie szukam korelacji (może być że podobieństw - thx minio) pomiędzy mną, a głównym bohaterem. Wspomniana wyżej eks otrzymała zatem funkcję Natalie vel. Envy, przyjaciel będący całkiem życzliwym antemurale Świata też się znalazł. Ramona oczywiście istnieje, azjatycka licealistka również (true story! :D ), a ostatnio pojawił się też Todd, który, dopóki nie wkroczył do "mojej rzeczywistości" był człowiekiem godnym szacunku. En fin - "Natalie" została przeze mnie wykasowana wczoraj z Facebook'a, Google+ i wszelkich list dających jej uprawnienia do naruszania mojej prywatności bardziej niż zwykły nieznajomy. Ups, zostało jeszcze Grono - naprawiam... Owszem, nie rozwiązuje to wszystkich problemów, ale hej! Kto powiedział, że mam się zajmować problemami, z którymi nie chcę, i mogę nie mieć do czynienia.. Najważniejszy jest przekaz, który w/g mnie brzmi: "A idź, spierdalaj"
<<IMHO >>To zabawne, jak delikatne wulgaryzmy podnoszą rezolutność decyzji.

Był to dla mnie bodziec do zaprzestania palenia tytoniu, i mam nadzieję, że do palenia nie wrócę. BTW - jakby ktoś pytał - nie jest to trudne ani ciężkie, ale należy pamiętać, że:
Każdy nałogowiec utrzymuje swój nałóg z jakiegoś powodu albo dla jakiegoś efektu, i każdy inaczej sobie radzi z wyeliminowaniem - bądź złagodzeniem - tego na tyle, aby swoje uzależnienie odrzucić.
Aktualnie wyznaczam sobie zadanie okiełznania resztek chaosu w "moim świecie", a postanowienia (wytyczne?) noworoczne... powiedzmy , że spełniają swoją funkcję, i bardzo mnie to cieszy.



I MOVED TO THE VALLEY, TOP OF THE ROCKS WAS NOT AS HARD TO GET OVER AS IT LOOKED LIKE

P.S. Pracuję nad pierwszą serią pasków bazujących na "Osz!", więc trzymajcie kciuki ;]
P.P.S. Nie wracanie do palenia jest najtrudniejszą częścią bycia niepalącym
P.P.P.S. Grono nie chce usuwać znajomych - KEEP CALM and WATCH ME SHINE

trackback
<******************-------NIE_REKLAMA-------*******************>

<**************************************************************>

U Annasza w hallu...

Przeczytałem (pomimo że ostatnio nie czytam wiele) swój ostatni wpis. O co mi chodziło - nie wiem. Mogę nawet parafilozficznie stwierdzić, że nadal wiem tylko tyle, że nie wiem o co mi dokładnie chodzi. Żyjąc w takim rozproszeniu mam trudność ze skupieniem się na celu nawet pojedyńczych, konkretnych działań. Ale nie po to piszę, aby się żalić.

Według strony mojego wydziału, mam jeszcze 15 minut oczekiwania na mojego prodziekana, który rozpatrzyć ma moje prośby i stęki o pozostawieniu na studiach pomimo braku zaliczenia jakiegoklwiek egzaminu, a do tego eksternistycznie. ;)
Mam więc 15 minut na napisanie (na spokojnie) podania o wsteczny urlop zdrowotny. Jako że ostatnio pisałem coś takiego kawał czasu temu (będzie ze dwa lata) - postanowiłem nie lecieć na pałę, i zobaczyć co tam ludzie zamieszczają związanego z tematem w internetach. Cholernie dużo wszystkiego, tylko nigdzie nie znalazłem niczego na kształt wzoru.

Może to kwestia mojego niedospania (oby), albo jestem ułom, albo po prostu, jeśli ktoś udostępnił coś takiego w necie, to jest to zakopane w jakimś bajzlu zbędnych słów kluczowych...
pół do dwunastej - czas na koń!



SLEEP IS NOT AN OPTION AND IT NEVER WAS

P.S. Oczywiście 5 minut po wyznaczonym przez siebie dedlajnie wpadłem na błyskotliwy pomysł, i wszystko sobie w głowie ułożyłem. Ba! Nawet znalazłem odpowiednie pliki w internetach!
Jebać sen. Jadę na działkę pociąć gałązki.
Jebać sprawy papierkowe. I tak jutro mam się stawić...

trackback
<******************-------NIE_REKLAMA-------*******************>

<**************************************************************>

Reset noworoczny - relacja z ponownego uruchomienia życia

Ten sylwester przyniósł mi prawdziwy "KILL SIGNAL". W efekcie przeleżałem 24h w malignie [prawdopodobnie na skutek wychłodzenia organizmu], a co się działo potem [czyli od ok 4 rano dzisiejszego dnia] można śmiało określić jako restart. Udzielił mi się klimat "Nowego Roku - nowego Człowieka", więc zacząłem na nowo układać swoje priorytety i przeświadczenia. A mianowicie:

* Chcę zachować porządek we wszystkim co robię, i w tym, co mnie otacza.
* Chcę przede wszystkim szanować siebie. Robić takie rzeczy, i w taki sposób, aby być z siebie zadowolonym. Zawsze.

I to właściwie na tyle ;]
Powinno wystarczyć na początek. Trzymajcie kciuki.


EVEN IF YOU'RE PERFECTLY TIRED, YOU HAVE ENOUGH STRENGHT TO CHANGE IT

trackback
<******************-------NIE_REKLAMA-------*******************>

<**************************************************************>

11/20/2010

Tego dnia, pamiętam, chciałem się czymś podzielić, ale okazało się, że jest to tak beznadziejne, że aż szkoda o tym pisać.

ZAPAMIĘTAĆ: Najpierw przemyśl temat, potem oceń jego wartość, a na końcu zapisuj. Trenuj pamięć. Zacznij od zapamiętania poprzednich dwóch zdań.

O czym mówić, gdy nie ma się nic na myśli?

Oto krótki tutorial na podstawie mojej sytuacji.

Po pierwsze, należy się zastanowić gdzie jesteśmy. Ja - na lotnisku - OK, nic szczególnego się nie dzieje, więc sytuacyjna flauta gna mnie do punktu drugiego;

Po drugie: W jakiej sytuacji się znajdujemy. Ja - czekam na wejście na pokład zgodnie z rozkładem - norma zachowana, więc dalej;

Po trzecie: czy dotykają nas osobiste rozterki? Ja - wszystkie swoje sprawy uporządkowałem, a te których nie uporządkowałem czekają spokojnie na swoją kolej - nie pali się. Trudno, lecimy dalej;

Po czwarte: Co ostatnio zdarzyło się niezwykłego. Ja - miły pan na lotnisku w Genewie przebookował mój bilet na lot wcześniejszy, abym na pewno nie spóźnił się na przesiadce w Zurychu. Nie jest to wyjątkowe, chociaż zaskoczyło mnie miło, mnie przyzwyczajonego do "polskiego piekiełka". Pisanie o tym jednak doprowadziłoby do beznadziejnego narzekania, więc NIE PISZEMY. Dalej;

Po czwarte: Przeczytaliśmy/obejrzeliśmy coś niezwykle ineresującego. Ja - Owszem, dorwałem na lotnisku hAmerykańskiego PLAYBOY'a a w nim opowiadanie Chucka Palachniuk'a o dowcipie, śmierci, i suspensie, ale opisywanie dzieła Uznanego Pisarza, czy nawet recenzowanie krótkiej formy tegowoż zalatuje impertynencją, więc temat łaskawie przemilczę. A więc;

Po piąte: Jak nic ci się ciekawego nie przydarzyło, to jesteś No-life'm/nudziarzem/człowiekiem skazanym na śmierć w samotności/ścierwem socjalnym/czymkolwiek, tylko nie osobą powołaną do pisania czegokolwiek na kształt bloga. Podła amatorszczyzna wyziera z twoich myśli o składaniu zdań w sensowną całość, i Nic nie powinieneś/naś publikować! Ja - owszem, byłem w bardzo interesującym miejscu wczoraj, w Genewie, w knajpce "Gallerie", gdzie odbywał się wieczór gier towarzyskich, zapoznałem się z Jean'em, który jest szwajcarską, grubszą i lekko pocieszną wersją warszawskiego Czarnego Romana, oraz Razak'a - marokańczyka [albo algierczyka - nie pamiętam, a dlaczego -> dalej]który angażuje się bardzo mocno w kampanię antyrasistowską. Z Razakiem od razu polubiliśmy się bardzo, a zaraz potem upaliliśmy z Cyrylem-barmanem. Czemu jednak pisać o tak intymnym cudzie? Zachowam go raczej dla siebie, i wykorzystam przy poważnym tekście, czyli schowam do szuflady jak samolub ;p

Pozostało mi więc tylko napisanie naszpikowanego nieścisłościami, i błędami stylistycznymi tutoriala, co jest bardzo poppularne wśród inteligencji in spe, sypiącej jak z rękawa źle użytymi zwrotami "nadającymi mądry ton wypowiedzi".

BTW - ktoś jest w stanie wyliczyć wszystkie błędy popełnione w tym tekście poza podstawowym: że powstał?

THERE'S NO POINT IN MAKING SENSE, SINCE COMMON SENSE IS NOT COMMON

trackback
<******************-------NIE_REKLAMA-------*******************>

<**************************************************************>

Moje osobiste odkrycie medialne

Stało się! Osiągnąłem właśnie kolejny poziom Wkraczania w Dorosłość - takiej prywatnej listy rzeczy, które w/g mnie każdy człowiek dorosły powinien mieć wśród doświadczeń życiowych.

Noc w lotniskowym hotelu. [i to nie byle gdzie, bo w Zurychu!]

Chociaż podróż zatrzymała się na trochę, to zachowałem zimną krew, odstałem swoje w kolejkach, i dzięki temu dostałem przydział na nocleg, "dinner" - zwany też obiadokolacją, i śniadanie. Z posiłków nie dane mi było skorzystać, ale przeleżenie kilku godzin w świeżo pościelonym łóżku, w posprzątanym pokoju tylko po to, aby ostygnąć po kąpieli, i pobyczyć się przed ruszeniem dalej zaliczyłem zdecydowanie na plus. Poza tym - co robić? Klepać literek mi się nie chce, bo niby jak tu o składaniu słów myśleć o 2, czy 3 w nocy. Włączyłem telewizor: CNN - hurra! wreszcie kanał który da się oglądać! Jednak po pół godziny trzepania tego samego o giełdach o których nigdy nie słyszałem CNN musiało odejść. Zacząłem więc podróż przez odmęty kanałów niemiecko-, francusko-, i rosyjskojęzycznych. W końcu się zatrzymałem na dźwięk angielskiego. Końcówka serwisu informacyjnego o nowej umowie nuklearnej Rosja-USA, i przejście na identyfikację wizualną: "Russia Today" - WTF? pomyślałem, ale trudnop, zobaczę - kilka minut mogę stracić. To i tak lepsze niż Grinch z niemieckim dubbingiem [o tak, pośmiałem się trochę z ośmieszanego Jima Carrey'a]

Kanał okazał się być o wiele ciekawszy od CNN, w konwencji zbliżony do BBC world, jakie pamiętam z przed 6-ciu lat. Niusy przygotowane wyjątkowo rzetelnie - aż sam się zdziwiłem, ile różnych słów może w jednym reportażu paść na temat jednego podmiotu! A bohaterami wczorajszego wieczoru byli Obama, Saakaszwili [w kontekście demokratyzacji Gruzji], Putin, Armia Wyzwolenia Kosowa, Jullian Assange [i bitcoin], oraz Anna Chapman [ale widząc jej zdjęcia nie zrozumiałem ani słowa z tego co o niej mówili xD]

Co tu dużo gadać - trafiłem na kanał informacyjny który posiada przepiękne, błyskotliwe prezenterki, przenikliwych i surowych reporterów, a ponadto zajmuje się tą częścią świata w której żyję, i w której kulturze się obracam, a do tego nie szuka sensacji, a przedstawia sytuacje które mają znaczenie. W życiu bym nie wpadł na to, że może się nazywać Russia Today, a nie Democracy NOW.

Na koniec podrzucam kilka linków i polecam audycję Kaiser Report.
Oficjalna Strona Russia Today
Kanał YouTube RT
Twitter tejże stacji
Macie jakieś wrażenia ze styczności z tym kanałem? Jestem ciekaw Waszych opinii.




ALL POSSIBLE SHIT HAPPENS ALL THE TIME

trackback
<******************-------NIE_REKLAMA-------*******************>

<**************************************************************>

Gadu-Gadu przegięło pałkę! [plan sensownej rezygnacji]

Pierdzielę... na liście mam ok. 130 kontaktów GG, a regularnie rozmawiam [no, liczę tak od 2x w roku ;P] z ja wiem... 20?
Protokołu XMPP używa jakieś 40 osób z mojej listy, ale niestety, tylko jakieś 10 z tych od GG.

Po zaznajomieniu się ze stroną GG.pl chciałbym ostatecznie zrezygnować z Gadu-Gadu, i mam pomysł jak zrobić to z głową:

Może postawić shella z botem GG, który by eliminował spam prostym zapytaniem, a następnie, po zakwalifikowaniu rozmówcy jako człowieka wysyłał pod określone JiD informację o próbie nawiązania kontaktu. Fajnie by było, gdyby osobie nawiązującej kontakt odpowiadał wiadomością o treści np. takiej:

Zrezygnowałem z Gadu-Gadu. Jeśli chcesz się ze mną skontaktować zrób to następującymi kanałami:
Jabber: cokolwiek@jabber.in
E-mail: cokolwiek@poczta.in

a następnie:

Jabber to niezależny, bezpieczny i darmowy protokół komunikacji podobny do GG. Aby dowiedzieć się więcej na jego temat zobacz http://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Jabber_i_XMPP
Do komunikacji przy użyciu protokołu XMPP [Jabber] polecam ci komunikatory: [obsługują też Gadu-Gadu]
- dla Windows: WTW: http://wtw.k2t.eu/#bardzo_chce
- dla wszystkich systemów operacyjnych:
Pidgin: http://pidgin.im/download/
Psi: http://psi-im.org/download/

XMPP obsługuje też domyślny komunikator OSX [Mac]
- Adium (http://adium.im)

i może jeszcze

Nie zrażaj się proszę tym, że nie mam GG, tylko spróbuj innego kanału komunikacji.
Otrzymałem już wiadomość o twojej próbie kontaktu i czekam na wiadomość od Ciebie ;)

Jak oceniacie ten pomysł? Macie może jakieś propozycje, pomysły na to gdzie i jak coś takiego postawić?



OMMMMMM... THREEE.... RAMAYAAAANNNAAAAA...

trackback
<******************-------NIE_REKLAMA-------*******************>

<**************************************************************>

Opowieść o Łodzi - refleksje i impresje

Pisane w niedzielę 13.06.2010

Siedzę właśnie w warszawskim autobusie, i usiłuję sobie uzmysłowić, na czym spędziłem weekend, że od rana wydawało mi się, że już poniedziałek. Otóż, to chyba wycieczka do Łodzi mnie tak "załatwiła". Było to rozległe i intensywne przeżycie.

*Dziewczyna która siedzi przede mną ze spokojem patrzy w okno. Czemu!?

Pojechałem sobie na konferencję organizowaną przez Camelsów - "Wieczór z Open Source". Bez przygód, na jedną podwózkę przeskoczyłem autostopem z Janek pod Warszawą pod Manufakturę w Łodzi, ale gdy wjeżdżaliśmy do miasta, Państwo Szoferostwo zaczęło wymieniać ze mną sporo uszczypliwych komentarzy na temat łodzian, i Łodzi jako takiej. Dowiedziałem się między innymi, że od Warszawy wjeżdża się do Łodzi przez "Brzezę", że tradycyjni łodzianie mają unikalną stylówę, na którą należy zwrócić szczególną uwagę, że miasto jakby nie było zajebiste - zamiast rozwijać - "zwija się". Nie było w tym żadnej agresji. Po prostu pochodząca z pewnego miasta para w wieku dojrzałym wymieniała uwagi na temat miejsca w którym przyszło im się wychować. Widziałem już że jestem spóźniony na prelekcję Zala o LaTeX'ie (chociaż po cichu liczyłem na opóźnienie), więc musiałem się znaleźć jak najszybciej na drugim końcu Piotrkowskiej, a mając w pamięci niedawną joggerową burzę nt. Łódzkiego MPK - wybrałem rikszę. Na Plac Wolności poszedłem nie przez park, a naokoło. Bardzo mnie zdziwiło, że jestem najszybszym człowiekiem na ulicy [z czym w Warszawie miewam problemy - mimo rzekomej nadpobudliwości], ale później było jeszcze lepiej. Zanim złapałem rikszę (a stało się to na przestrzeni 50m - nie więcej) trafiłem na dwie grupy ludzi pijanych tak, że tylko ścisk "stadny" utrzymywał ich na ławce, i co najmniej trzech przedstawicieli rasy homo sapiens sapiens, którzy z powodu odurzenia najprawdopodobniej entanolem nie potrafili o własnych siłach podnieść się z chodnika. Całość populacji przechodzącej obok nich z wózkami, iPod'ami, kebebami, i miniaturowymi promocyjnymi puszkami napoju na bazie ekstraktu z liści koki i orzeszków koli miała nazwyczajniej w świecie wyjebane.

Siedząc w rikszy z taką właśnie promocyjną puszeczką napoju zacząłem zastanawiać się, czy widziałem to kiedyś wcześniej. Owszem. Na pewno byłem ostatnio w Szczecinie, Poznaniu, Bydgoszczy, Gdyni, Cisnej, Płocku, Krakowie, Gostyninie, Wrocławiu, Oradei, Antwerpii, Burgas, Bratysławie, Stambule, Arad, i wielu innych miastach i miasteczkach, ale byłem raptem niecały rok temu w Łodzi i tylko tam widziałem takie obrazy! To z kolei skłoniło mnie do refleksji nad tym, czy rzeczywiście jest to aż tak beznadziejnie gospodarowane miasto, że tylko tak można wyrazić swoją niezgodę na ten stan rzeczy (z punktu widzenia niezbyt świadomego człowieka), i czy tylko obojętnością władze tego miasta usiłują "walczyć" z takim stanem rzeczy.

Pisane w poniedziałek 14.06.2010

*niecenzuralne* No żesz do chuja! *cenzuralne* Weźcie coś ze swoim miastem, łodzianie, zróbcie! To nie *niecenzuralne* zajebana w chuj *cenzuralne* Warszawa ma wam przywrócić komfort życia porównywalny w najmniejszym choćby stopniu z takim jaki panował w dwudziestoleciu! Teraz to Wy macie klucze do jakości swojego miasta! PRL umarł dwadzieścia lat temu! Zajżyjcie w swoje marzenia, i znajdźcie koncepcję najbliższą Złotego Środka, bo niestety, coś jest nie tak...
Łódź imho nie może wyglądać jak patchwork nędzy, zacofania, i miernoty, bo najnormalniej w świecie nie została po to de facto stworzona. I nie ma znaczenia, że się tam urodziłem. To jest miasto Wielkiej Historii Przedsiębiorczości, Kultury [tak, przez wielkie "k"], i chcąc-niechcąc, symbol amerykańskiego snu w polskim wydaniu.



TOOK HER HOME I NEARLY MADE IT, SITTING ON A SOFA WITH A SISTER OR TWO...
- The Beatles: Lovely Rita (z pozdrowieniami dla Lenona i Poli)

trackback