O dzieleniu się, i p***niu potencjalnych wegan
Zawsze dość ostrożnie podchodziłem do tego, czy chcę się czymś podzielić na blogu. Wydawało mi się (zazwyczaj), że tak bezlitosne medium jak internet powinno przekazywać moje albo wybitne produkty, albo zupełnie intymne notatki - oczywiście pod osłoną pseudonimu itd. Dziś jednak trafiła mnie (tam, w środku) jedna, wydaje mi się - dość ważna myśl:
- Jeśli człowiek nie ma się komu wyspowiadać ze swoich przemyśleń (albo ich braku ;p ), wtedy szuka metody alternatywnej
Tak oto blogi przejęły funkcje dzienników, ale nie o to mi chodzi. Moja była dziewczyna prowadziła i nadal prowadzi bloga, swoją drogą całkiem udanego. Kiedyś nawet dostęp do jego treści był chroniony hasłem, co już świadczy trochę o jego charakterze. Zatanawia mnie teraz sens takiej autocenzury, i chyba lepiej będzie, jeśli zostawię to pytania z tym związane na później - bo nie o to dziś mi chodzi. Pod wpływem lektury zaległych wpisów odkryłem w sobie chęć pisania o swojej codzienności - pal sześć - niejako publicznie ; tutaj.
Od kiedy obejrzałem Scotta Pilgrima nieustannie szukam korelacji (może być że podobieństw - thx minio) pomiędzy mną, a głównym bohaterem. Wspomniana wyżej eks otrzymała zatem funkcję Natalie vel. Envy, przyjaciel będący całkiem życzliwym antemurale Świata też się znalazł. Ramona oczywiście istnieje, azjatycka licealistka również (true story! :D ), a ostatnio pojawił się też Todd, który, dopóki nie wkroczył do "mojej rzeczywistości" był człowiekiem godnym szacunku. En fin - "Natalie" została przeze mnie wykasowana wczoraj z Facebook'a, Google+ i wszelkich list dających jej uprawnienia do naruszania mojej prywatności bardziej niż zwykły nieznajomy. Ups, zostało jeszcze Grono - naprawiam... Owszem, nie rozwiązuje to wszystkich problemów, ale hej! Kto powiedział, że mam się zajmować problemami, z którymi nie chcę, i mogę nie mieć do czynienia.. Najważniejszy jest przekaz, który w/g mnie brzmi: "A idź, spierdalaj"
<<IMHO >>To zabawne, jak delikatne wulgaryzmy podnoszą rezolutność decyzji.
Był to dla mnie bodziec do zaprzestania palenia tytoniu, i mam nadzieję, że do palenia nie wrócę. BTW - jakby ktoś pytał - nie jest to trudne ani ciężkie, ale należy pamiętać, że:
Każdy nałogowiec utrzymuje swój nałóg z jakiegoś powodu albo dla jakiegoś efektu, i każdy inaczej sobie radzi z wyeliminowaniem - bądź złagodzeniem - tego na tyle, aby swoje uzależnienie odrzucić.
Aktualnie wyznaczam sobie zadanie okiełznania resztek chaosu w "moim świecie", a postanowienia (wytyczne?) noworoczne... powiedzmy , że spełniają swoją funkcję, i bardzo mnie to cieszy.
I MOVED TO THE VALLEY, TOP OF THE ROCKS WAS NOT AS HARD TO GET OVER AS IT LOOKED LIKE
P.S. Pracuję nad pierwszą serią pasków bazujących na "Osz!", więc trzymajcie kciuki ;]
P.P.S. Nie wracanie do palenia jest najtrudniejszą częścią bycia niepalącym
P.P.P.S. Grono nie chce usuwać znajomych - KEEP CALM and WATCH ME SHINE




